ŚWIADECTWO  MARZENY  SKRZYPKOWSKIEJ

O ŚW.ROZALII

Strona główna

Powitanie

NOWOŚCI

Historia kościoła

Nabożeństwa

Wspólnoty

Św.Rozalia

Diecezja
i Dekanat

Świadectwa

Krąg Biblijny

Katecheza

Teatr

Poezja


Wierzchucino i okolice:

Białogóra


Lekiem jest modlitwa do patronki naszej parafii św. Rozalii.

 

28 stycznia 1994 roku, zostałam zawieziona do szpitala w Wejherowie na oddział neurologii, ponieważ czułam, że coś złego dzieje się z moim zdrowiem. Jako dziecko byłam zdrowa mogłam biegać, skakać nic nie sprawiało mi trudności. Jednak po badaniach, jakie przeprowadzili lekarze na izbie przyjęć, wstępnie określili, że podejrzewają u mnie dystrofię mięśniową – ( postępujący zanik mięśni obręczowo – kończynowych). W wejherowskim szpitalu spędziłam tydzień na oddziale neurologii. Potem zostałam skierowana na specjalistyczne badanie mięśni do Gdańska. Diagnoza, którą postawił tamtejszy lekarz, potwierdziła diagnozę lekarzy z Wejherowa. Gdy lekarz wyszedł z gabinetu, w którym mnie badał, rozpłakałam się, jego słowa zabrzmiały jak wyrok, był to dla mnie ogromny cios. Tego dnia nie zapomnę do końca życia, miałam przecież dopiero 20 lat. To był koszmar dla nas wszystkich, rodzina bardzo mi współczuła, ponieważ lekarze twierdzili, że już niedługo będę poruszać się na wózku. Od tamtej pory minęło 13 lat, a ja dziękuję Bogu za to, że mam siły chodzić sama. Dużym wsparciem i modlitwą o jak najdłuższe zdrowie pomaga mi najbliższa rodzina, to dzięki mocnej wierze, że można tak żyć pogodziłam się z chorobą. Teraz umiem dostrzec to, czego przedtem nie widziałam, od zawsze byłam osobą wierzącą tyle, że teraz jeszcze bardziej. Mimo, że na moją chorobę nie znaleziono leku nie załamałam się. Lekiem jest modlitwa do patronki naszej parafii św. Rozalii, która Bogu poświęciła swoje życie. Poprzez modlitwę proszę Boga, aby za wstawiennictwem św. Rozalii dał mi siłę w walce z chorobą. Mimo mojej niepełnosprawności cieszę się z każdego dnia, nie tylko, kiedy słyszę z ust bliskich mi osób słowa pokrzepienia, ale to jest Łaską, że to ja jeszcze potrafię pocieszyć i podtrzymać na duchu innych, gdy spotyka ich nieszczęście. Wiem, że są ludzie, którzy mnie podziwiają, bo sami nie daliby rady żyć z tą chorobą. Ja nie próbuję, a nawet nie chce jej pokonać, bo wierzę, że Bóg pokieruje moim życiem a przez wstawiennictwo św. Rozalii wyprosi potrzebne łaski na dalsze dni mojego życia.

 

   Marzena Skrzypkowska z Wierzchucina

Wierzchucino, 9.12.2007 r.

Powyższy artykuł ukazał się drukiem w:
                                                           POSŁANIEC nr 88/2007/2008,s.16.
                                                           APOSTOLSTWO  CHORCH nr 3/2008,s.26-27.

O obrazku Św.Rozalii Ks.Feliksa Pudełko