Św. Rozalia

Święta Rozalio, nasza Patronko.
Klejnocie dziewiczej świętości.
Do ciebie z ufnością kierujemy naszą modlitwę,
obejmując nią całą parafialną wspólnotę i wszystkich twoich czcicieli.
Ty, która wycofałaś się w samotność Góry Pielgrzymiej
nie - aby zapomnieć o swoich bliskich,
ale - aby tym bardziej przez modlitwę i pokutę czuwać nad nimi - czuwaj nad nami!
Ty, która odkryłaś grozę grzechu-korzenia wszelkiego zła na świeciei
i chciałaś swych bliskich wyzwolić od niego,
a ich serca skierować ku Bogu - skieruj i nasze! Prośby.
Dziś zatrzymujemy nasz wzrok na Jezusie Chrystusie jedynym Zbawicielu świata.
Wczoraj, dziś i zawsze, był w centrum twojej,
Święta Pustelnico, kontemplacji i miłości.
Prosimy: pomóż poznawać Go coraz lepiej poprzez modlitewną lekturę Biblii,
a przede wszystkim Ewangelii.
Przekonaj nas,że nie znać Pisma Świętego, to nie znać Chrystusa.
Święta Rozalio,pomóż nam odkryć bogactwo ewangelicznych błogosławieństw.
Amen

Legendy o świętych nie powstają z niczego. Są świadkami, że ktoś, kiedyś, w jakimś kraju, w sposób nieprzeciętny realizował jakąś prawdę ewangeliczną i szkoda by było, gdyby o tym pamięć zaginęła. Tradycja, opowiadanie starszych, zachowuje i przekazuje tę postać dalej. Co nie zostało spisane, czego nie zawarto w dokumentach - to wieść gminna przez wieki przenosi.

Całe życie świętej Rozalii mieści się w legendzie. Według niej urodziła się 6 X 1129 r. na zamku Oliwella w Palermo. Miała pochodzić z rodziny arystokratycznej. Jej ojciec Sinibaldi - książę w służbie króla Normanów Rogera II -był kuzynem króla Guglielmo l (Wilhelma l zwanego Złym). Matka zaś - Maria Guiscarda pochodziła z rodu księcia Apulii i Kalabrii Roberta Guiscardo, który wraz z Rogerem l zdobył dla Normanów Sycylię od Saracenów (Arabów). Jak głosi podanie - zarówno Robert, jak i Roger spokrewnieni byli z cesarzem Karolem Wielkim. Stąd w najstarszych pieśniach śpiewano zaraz w pierwszych zwrotkach, np.:

Z krwi Karola Wielkiego,
Cesarza chrześcijańskiego.

Albo w innej pieśni:

Rozalia od wielkiego
Krew Karóla prowadzi;
Tej odstąpić stanu swego
Wrodzona cnota radzi.

Legenda głosi, że przed narodzeniem dziecka matka miała się dowiedzieć z proroczego, natchnionego snu, że ma nadać niemowlęciu nieznane i niezwykłe imię ROZALIA. Imię to składa się z nazw dwóch najpiękniejszych kwiatów: róży i lilii, mających świadczyć o życiu czystym, niewinnym, dziewiczym i oddanym Bogu (lilia), ale też o sercu gorejącym miłością do Boga i bliźnich, a także o przyszłym życiu pustelniczym pełnym poświęcenia, całkowitego wyrzeczenia się świata, pokuty i wielkich umartwień (róża i jej kolce). Był to też pewnego rodzaju symbol - zapowiedź, że dziewczynka w przyszłości okaże się najpiękniejszym kwiatem całego rodu i wyspy Sycylii. Według legendy, gdy przyszła na świat, wszyscy byli oczarowani Jej pięknością i wróżyli szczęśliwe i dostatnie życie. Niebawem na Chrzcie św. nadano dziewczynce niespotykane dotychczas imię ROZALIA, a chrzestnymi byli: sam król Roger II i jego małżonka Margherita di Navarra. Chrzest odbył się prawdopodobnie w Capella Palatina - kaplicy Pałacu Normanów (Palazzo die Normanni), a udzielił go Arcybiskup Palermo. Roger II (Ruggero II) koronowany był w Boże Narodzenie 1130 r. w palermitańskiej katedrze. l stąd niektórzy hagiografowie przyjmują, że jest to także rok urodzenia Rozalii. Jak to było wówczas w zwyczaju - książęca para, pochłonięta różnorodnymi sprawami państwowymi, znalazła dziecku mamkę, szlachetnie urodzoną i bardzo pobożną panią o imieniu Laurika. Później miejsce mamki zajęła ochmistrzyni królewska Antonia. Często dając do rąk dziewczynki krzyż z wizerunkiem Zbawiciela, na pobożnych rozmowach kształciła jej młody umysł. Gdy Rozalia dorastała, rodzice często zabierali Ją na wystawne przyjęcia, aby powoli przyzwyczajała się do wielkopańskiego życia. Od najmłodszych lat żyła więc w luksusie, który jej jednak nie przyćmił podstawowych wartości. Wobec otoczenia wyróżniała się radosnym i serdecznym zachowaniem, szczera i uprzejma. Od około dwunastego roku życia przeżywała trudną duchową rozterkę, która z czasem nasilała się w bardzo wrażliwym sercu. Bezpowrotnie prysł czar dziecinnych lat. Trzeba było już samej świadomie i odpowiedzialnie wybierać spośród wielu życiowych propozycji. Z jednej strony dworski świat uśmiechający się do niej i oferujący dostatnie życie ze wszystkimi rozkoszami i powabami. Z drugiej strony Chrystus Pan, którego we wczesnym dzieciństwie tak ukochała, ukazuje drogę twardą w ubóstwie, w zaparciu samej siebie, z dźwiganiem krzyża na każdy dzień... W tajemnicy przed rodziną złożyła Panu Bogu ślub dozgonnej czystości. Pobożne stare życiorysy podają nawet tekst tego ślubowania:

Mój najmilszy Jezu, Stwórco mój, Odkupicielu mój, Zbawicielu mój! Ja Rozalia, niegodna służebnica Twoja, u Stóp Majestatu Twego, w obecności wszystkich świętych i Aniołów w niebie, Tobie ślubuję i przyrzekam, że czystość duszy i ciała zachowam przez cały ciąg życia mojego. Ciebie całym i szczerym sercem obiecuję kochać, jako duszy mojej jedynego Oblubieńca, a dla chwały i czci Twojego Przenajświętszego Imienia, i dla Twojej Boskiej miłości, odrzekam się wszelkich całego świata próżności i rozkoszy; a ja Ci się teraz z ciałem i duszą oddaję na całopalną, aż na wieki ofiarę: tak też od Ciebie wzajemnie Najmiłościwszy Panie i Dobro moje najwyższe, niech będę uznana i przyjęta za Twoją najniższą służebnicę i niegodną oblubienicę, aż na wieki wieków. Amen.

O tej przysiędze - jak wieść niesie - wiedziała tylko ochmistrzyni Antonia. Po jakimś czasie - pośrednio, za sprawą opiekunki rodzice jednak dowiadują się o tym, co córka uczyniła. Zaczęli coraz bardziej nalegać, aby córka wyszła za mąż. O rękę urodziwej księżniczki zabiegali najznakomitsi młodzi rycerze. Na próżno. Wreszcie ogłoszone zostały przez ojca zaręczyny z wysoko urodzonym młodzieńcem, królewskim familiantem Baldwinem. Rozalia pozornie niczego nie odrzucała, ale w swoim sercu postanowiła nie zgodzić się na to małżeństwo. Jej kontemplacyjna osobowość coraz bardziej tęskni do świata innych wartości. Ona wyraźnie dusi się w ciasnocie tych, którzy gonią za ziemską miłością, za dworskimi zaszczytami i sławą. Rozalia zdecydowała się po kryjomu opuścić wszystko i schronić w górskiej grocie jako pustelnica! Stara legenda mówi, że było to w czternastym roku Jej życia (1143 r.) w noc poprzedzającą uroczyste zaręczyny. Zabrała ze sobą tylko kilka niezbędnych drobiazgów oraz krzyż i modlitewniki. W pierwszej pieczarze przebywała krótko, żywiąc się leśnym runem, owocami kaktusów (kiwali), kasztanami, korzonkami i wodą źródlaną. U wejścia na ścianie skały wygrawerowała żelaznym rylcem napis, w którym objaśnia, jakimi pobudkami kierowała się w swojej decyzji: chciała zamieszkać w tej grocie przede wszystkim przez miłość do Chrystusa. Sycylijczycy są przekonani, że jest to Jej autograf. Ten napis, choć mocno zatarty, zachował się do dnia dzisiejszego:

"Ego Rosalia, Sinibaldi Quisquinae et Rosarum domini filia, amore Domini mei Jesu Christi in hoc antro habitare decrevi" - "Ja, Rozalia Sinibaldi, córka pana (hrabiego) na Kwiskwinie i Róży, odważyłam się była z miłości ku memu Panu Jezusowi Chrystusowi tę grotę skalną zamieszkać".

W miejscu tym, oddalonym ok. 4 km od miasteczka San Stefano Quisquina, znajduje się sanktuarium pierwszej groty św. Rozalii. Nie znamy pobudek, które skłoniły młodą Pustelnicę, by opuściła tę grotę w swojej rodzinnej Quisquinie. Można stawiać różne hipotezy, co też chętnie czynią autorzy starych życiorysów. Wg jednych - jeszcze przed udaniem się na Monte Pellegrino - krótko przebywała w miejscu przejściowym, zwanym Lasem Biwońskim. Drudzy uważają, że udała się w przeciwnym kierunku i osiadła też na krótko przy źródle rzeki Torto w miejscu zwanym Letcara. Być może był to konieczny dłuższy odpoczynek przed udaniem się w dalszą drogę... Jeszcze inni dopatrują się w tym wszystkim przyczyn politycznych. Rodzina miała utracić prawo do swoich posiadłości, a więc Rozalia nie chciała już przebywać w Quisquinie. Jeśli przyjąć tę hipotezę - przeprowadzka mogła nastąpić w początkach panowania króla Wilhelma l Złego, czyli w 1154 r.

Znając ludzką naturę, można wysnuć też taką współczesną teorię, że miejsce pobytu Pustelnicy zostało przypadkowo odkryte przez zbierających chrust, kasztany, zioła i runo leśne. Wprawdzie Rozalia nie dała się rozpoznać, ale wieść o świątobliwej Anachoretce jako sensacja miejscowa rozniosła się szybko po okolicy. Mieszkańcy zaczęli przychodzić do Pustelnicy coraz częściej i o różnych porach, aby prosić nie tylko o modlitwę, ale też o poradę na dolegliwości dnia codziennego. To już mijało się z celem życia kontemplacyjnego w odosobnieniu i ciszy. Dlatego trzeba było bezwzględnie poszukać innego, bardziej odpowiedniego miejsca. Pokonując przestrzeń między San Stefano Quisquina a Monte Pellegrino, na pewno Eremitka zatrzymywała się w miejscach ustronnych dla odpoczynku. l stąd pojawia się w żywotach przejściowe miejsce zamieszkania.

Rodzice, oczywiście, aż do swojej śmierci nie zaprzestali poszukiwań córki. Stąd kolejna wersja, że Rozalia obawiając się, iż jej pustelnia w jaskini zostanie przez krewnych odkryta, udała się w inne miejsce. O. Dominik Frydrychowicz w napisanym przez siebie żywocie św. Rozalii (1705 r.) podaje jeszcze inną, też bardzo prawdopodobną przyczynę zmiany miejsca: Kiedy górę Biwońską poczęto wycinać z lasów i pustynią psować, przyszedł Stróż Anioł do Panny, mówiąc: "ROZALIA, jeszcze na jedno miejsce spokojne, oddalone od ludzi, trzeba mi cię przeprowadzić: oto twój brat Mateusz, hrabia ten las pozwala wycinać na budynki do miasta nowego, przetoż stąd odchodzić nam potrzeba, już twój ojciec i matka z Bogiem żyją, już cię po świecie nikt nie szuka teraz, pójdźże tedy za mną, ROZALIA, do Palermo. Jest tam góra wysoka, w której już aż do śmierci będziesz mieszkała, służąc twojemu Ukrzyżowanemu Oblubieńcowi". Na radę Anioła swego zezwoliła panna i ze wszystkimi swoimi skarbami, to jest z krzyżem, z obrazem Najświętszej Panny i z księgami swoimi przeniosła się na Górę Palermitańską, bardzo wysoką, i tam w skale przez Anioła sporządzonej, anielskie jak i w pierwszej prowadziła życie.

Osiadła więc Rozalia w grocie na Monte Pellegrino oddalonej od San Stefano Quisquina o 70 km, na skalistym urwisku, wysoko nad Zatoką Palermitańską Morza Tyrreńskiego. Ze szczytu góry rozciągał się wspaniały widok na lazurowe fale morza, na góry i doliny z gajami pomarańcz, migdałów i ogrodami pełnymi kwiatów, na ludzkie osady, które opuściła... Tak tę przeprowadzkę opisał w roku Jej kanonizacji (1630) ks. Fryderyk Szembek: Lecz po pewnym czasie stamtąd z woli Pańskiej wyszedłszy, zaprowadzona została, tak jak poprzednio, przez Aniołów dziesięć mil naszych od miejsca pierwszego daleko na bardzo przykrą a wysoką skałę Erkta przez Greków, a Monte Pellegrino przez Łacinników nazwaną, na której i piękna z ziołami równina, i grota przestronna, lecz ciemna i wilgotna, a ze wszech miar do mieszkania samym bestiom niesposobna była. Gdzie - jako na miejscu z osobliwej Opatrzności Pańskiej sobie przeznaczonym, wysoko nad ziemią, a wyżej sercem i myślą mieszkając z Chrystusem na pustyni żywot niebieski w strasznym odosobnieniu pustelnica wiodła: na modlitwach, rozmyślaniu o Bogu, postach, niespaniu i rozmaitym samej siebie (przykładem Pawła Apostoła) umartwieniu - wojnę z ciałem swym i z szatanem mężnie a szczęśliwie prowadząc aż do samej śmierci. W tekście łacińskim życiorysu czytamy m. in.: Wkrótce Rozalia podwoiła swoją gorliwość w modlitwie i umartwieniu. Rzadko zatem odrywała rękę od malowidła i żaden dzień nie kończył się dla niej bez działania i cierpienia. Całkowicie posłuszna Boskim wskazówkom i radom - opasywała biodra żelaznym łańcuchem i gorliwie pilnowała, aby lampa stale paliła się i rozjaśniała ciemności nocy i pomieszczenia; aby nie zamykać drogi przed Bogiem, Którego należy ustawicznie wielbić. Nigdy niegasnący płomień tej lampy mówił o czuwającej duszy, która czekała w nieprzerwanej modlitwie na niespodziewane przyjście Oblubieńca. Organizm Rozalii, nieprzyzwyczajony do tak surowego życia i takiego pożywienia, jakie mogła zapewnić ta górzysta kraina - nie wytrzymał i Pustelnica w kwiecie wieku, mając 31 lat - umarła. Kilku autorów żywota św. Rozalii w tym miejscu dodaje, że przed śmiercią gorąco pragnęła Sakramentu Pojednania i Komunii św. Stąd pojawia się zakonnik, niejaki Cyryl, który o pragnieniu Eremitki został powiadomiony w objawieniu. Udał się więc pośpiesznie na górę i udzielił Wiatyku umierającej Pustelnicy.

Wiele życiorysów - tak włoskich, jak i polskich - na podstawie podań ludowych czas Jej zejścia z tego świata określa najczęściej datą 4 IX 1160 r. Stąd papież Urban VIII na ten właśnie dzień wpisał Ją do Martyrologium Rzymskiego i ten dzień w kalendarzu wyznaczył ku Jej czci.

Ciało Jej zostało w naturalny sposób zmumifikowane przez krople wody kapiące ze skalnych minerałów jaskini. Woda, ściekając na ciało, pokryła je rodzajem powłoki przezroczystej jak alabaster. Bowiem krople wody z kamienia pieczary, w której żyła, kapiąc i w kamień się obracając, ciało otoczyły, pochowały, zamknęły - jak bursztyn świeży [zasklepia] żyjątka - i nad nim kamień na dwie dobre piędzi gruby jak grobowiec jakiś znaczny wybudowały. W tym to grobie godnie pochowane i ludziom niewiadome leżało (...) ciało św. Rozalii (O. Fryderyk Szembek, Informatia Krotka, Toruń 1630).

Jak już zaznaczyliśmy, całe życie św. Rozalii mieści się w legendzie, dlatego historycy odnoszą się nawet do najstarszych żywotów z rezerwą. Powstały one przecież w XVII stuleciu, czyli prawie po pięciu wiekach od czasu, kiedy Pustelnica Rozalia żyła z dala od ludzkiego oka. Żywoty św. Rozalii - pisane w języku włoskim, łacińskim, hiszpańskim, niemieckim czy wreszcie polskim - są raczej świadectwem żywo rozwijającego się kultu Świętej niż dokumentami historycznymi. Kult był popularny nie tylko w sferach panujących, ale przede wszystkim wśród ludu. Prosty lud był ubogi, więc nie stać go było na wznoszenie trwałych i odpornych na działanie czasu oznak przywiązania do swojej ulubionej Świętej Pustelnicy. Wiele drobnych śladów kultu w naturalny sposób ginęło, ale pozostawała w przekazach ludowych żywa sława świętości - jak ostatnio napisali biografowie - najpiękniejszej Córy Palermo. Historia Jej życia stale fascynuje i co roku wzbogaca się o nowe szczegóły i poetyckie określenia. Odzwierciedleniem tego zjawiska jest dwumiesięcznik POSŁANIEC, który zawiera specjalny rozdział poświęcony upowszechnianiu kultu św. Rozalii. Od NR 42 (VI-VII/2000) publikujemy w tłumaczeniu na język polski tom z Acta Sanctorum dotyczący naszej Patronki. Badacze przeszłości podkreślają, że św. Rozalia nie jest postacią dobrze rozpoznaną, choć ślady lokalnego kultu sięgają początku XIII wieku. Pewne jest jedynie to, że w połowie XII w., w okolicach Palermo wiodła żywot pustelniczy niejaka Rozalia, pochodząca z arystokratycznego rodu Sinibaldich. Jako miejsce Jej pobytu wskazywano masyw Monte Pellegrino. Nic poza tym pewnego nie ma. Liczne życiorysy, jak już to było wspomniane, są raczej świadectwem żywego kultu Anachoretki. Przytoczone fakty z Jej życia to domysły wydedukowane z podań ustnych.

Gdy na Sycylii w 1624 r. wybuchła groźna epidemia dżumy gruczołowej - dymienicznej, odnaleziono długo poszukiwane szczątki Pustelnicy Rozalii. Autentyczność ich stwierdziła mieszana komisja powołana przez kardynała Gianettino Dorię z Palermo. Od tej pory kult jest już dobrze udokumentowany, m.in. poprzez wspomniane Acta Sanctorum. Natomiast św. Rozalia do dziś uznawana jest za Patronkę broniącą przed epidemiami, chorobami zakaźnymi, przed morowym powietrzem - jak dawniej mawiano. Chociaż im bliżej naszych czasów, tym bardziej kult Jej zanikał, tym mniej była znana. Jest jednak rzecz zdumiewająca, gdyż ta zapomniana, niemal nieznana w XX w. Święta - na przestrzeni niewielu przecież lat - podbiła serca parafian w Szczecinku, młodych i starszych, bardziej i mniej wykształconych.

Podążają Jej śladami w swoich wakacyjnych, urlopowych wędrówkach, odkrywają nieznane, zapomniane przejawy Jej kultu - w naszym kraju i poza jego granicami - nie tylko szczecinecczanie, ale również jakże liczni sympatycy Patronki tej jednej z najmłodszych rozalijnych parafii - mieszkańcy wielu różnych miejscowości w Polsce oraz w innych krajach.

Tekst zaczerpnięty ze strony:http://rozalia.mybesthost.com/patr_zyc.html



Relikwie św.Rozalii z Palermo w Wierzchucinie -9 września 2007


Świadectwo i troska o kapliczkę Św.Rozalii



Moja rodzina opiekuje się kapliczką Św.Rozalii od zawsze. Kiedyś opiekę sprawowali moi dziadkowie, ciocie, moi rodzice a teraz mój mąż Kazimierz, synowie: Bogumił, Paweł, córka Asia i ja - Jutta. Dzień 4 września w tym dniu zawsze jest odpust Św.Rozalii w nasze parafii w Wierzchucinie. W tym dniu o godz.15.00 bije dzwon z kapliczki Św., który zwołuje wszystkich na modlitwę. Spotykamy się przy kapliczce pięknie przyozdobionej i odmawiamy Koronkę do Miłosierdzia Bożego i część różańca, śpiewamy pieśni religijne, w tym pieśń do Św.Rozalii, która ma 25 zwrotek.Natomiast po wieczornej Sumie odpustowej o godz.18.00 cała parafia zbiera się przy kapliczce i modli się do późnych godzin nocnych.

O godz.21.00 przychodzą księża - wspólnie śpiewamy apel oraz kapłani kierują do nas słowo oraz błogosławią nam. Dwa lata temu - w roku 2005 odnowiliśmy pięknie naszą kapliczkę i zrobiliśmy nowe ogrodzenie wokół kapliczki.

Jej wstawiennictwu zawdzięczamy: ocalenie od pożaru i od wybuchu gazu, nieszczęśliwych wypadków na drodze, czy też w pracy. Nasza rodzina bardzo Św.Rozalii ufa i mocno wierzy w Jej wstawiennictwo u Boga. Mnie i moim kuzynkom na drugie imię dano Rozalia. Jestem matką trojga dzieci- tak jak mnie przekazano miłość do Św.Rozalii tak i ja przekazuję tę miłość i cześć do Św.Rozalii moim dzieciom. Co roku od 55 lat w Boże Ciało jest u nas przy kapliczce drugi ołtarz. Wtedy szczególnie doświadczamy Bożego błogosławieństwa.

Mieszkając na ul. Św. Rozalii mamy szczęście i zaszczyt, że tak wspaniała Patronka opiekuje się nami, że w tak zacnym sąsiedztwie mieszkamy.

Św. Rozalio módl się za nami i opiekuj się dalej nami oraz wszystkimi parafianami.


Jutta Reszka



Świadectwo wstawiennictwa Św.Rozalii



11 lipca 2004 r. o godz.955 nasza rodzina przeżyła tragedię.

Mój mąż Henryk był kierowcą i miał jechać do pracy samochodem, który stał przy kapliczce Św.Rozalii w Wierzchucinie. Dosłownie pięć minut przed wejściem do samochodu stracił przytomność i przewrócił się. Przewieziono męża do Wejherowa do szpitala. Tam zrobili mu prześwietlenie głowy i stwierdzili tętniak mózgu, który na nieszczęście się rozlał.

Następnie przewieziono męża do Akademii Medycznej w Gdańsku na operację głowy. Operacja odbyła się następnego dnia i trwała około czterech godzin. Jego stan zdrowia był ciężki, lekarze mówili, że może tego nie przeżyć. Na czas operacji siedziałam w kaplicy ze szwagrem i modliliśmy się za męża. Te cztery godziny trwały wiecznie, lecz wiedziałam, że muszę je poświęcić tylko na modlitwę.

 W głębi serca wiedziałam, że przeżyje, bo czuwała nad nim Św.Rozalia, która nie dopuściła do tego, by wsiadł do samochodu przed wypadkiem. Już wtedy ochroniła go przed śmiercią, bo pewnie zginąłby tragicznie. Mąż przeżył operację, lecz jego stan zdrowia był nadal bardzo ciężki. Nastąpił paraliż prawej strony, stracił mowę. Po dziesięciu dniach przewieziono męża do Wejherowa na rehabilitację. Tam przebywał około jednego miesiąca. Rehabilitacja nie dawała żadnego efektu, z mową też było krucho. Jeździłam codziennie, opiekowałam się nim. Rodzina również bardzo pomagała, wspierała mnie duchowo i modlitewnie. Wszyscy się bardzo modlili za męża. Jestem wdzięczna także Ks.Tomaszowi Juchniewiczowi- proboszczowi z Białogóry, który poświęcił swój czas i odwiedzał męża w szpitalu oraz w każdej modlitwie wspominał męża i prosił o zdrowie dla niego.

Lekarze z Wejherowa stwierdzili, że męża trzeba przewieźć do szpitala specjalistycznego do Kościerzyny. Tam miał przebywać sześć tygodni. Zawieźliśmy go tam na dzień przed odpustem Św.Rozalii, czyli 3 września. Bardzo się bałam. Lekarze, którzy go operowali nie dawali mu szans na wyzdrowienie, twierdzili, że będzie posługiwał się na wózku. To byłby koszmar dla nas wszystkich. W dniu odpustu 4 września przy kapliczce Św.Rozalii odmawialiśmy wraz z sąsiadami różaniec o godz.1500 według zwyczaju i modliliśmy się o powrót do zdrowia dla męża.

Spoglądając na figurkę Św.Rozalii wierzyłam, że znowu wstawi się u Pana Boga i mąż jeszcze nieraz o własnych nogach pójdzie podziękować Panu Bogu i Św.Rozalii za cud uzdrowienia. Ja i cała nasza rodzina- wierzymy, że to jest cud. Mąż z dnia na dzień dochodzi do zdrowia.

Jego stan się polepszył, zaczął chodzić i mówić. Dziś jest samodzielny. Chodzimy do kościoła jeśli to tylko możliwe i dziękujemy za ten prawdziwy cud uzdrowienia. Lekarze nie dawali żadnych szans, mąż jednak chodzi i mówi.

Modląc się będziemy dziękować Panu Bogu za wstawiennictwem Św.Rozalii za siłę w walce z chorobą oraz potrzebne łaski a szczególnie za cud uzdrowienia.

Justyna i Henryk Reszka z Wierzchucina z dziećmi: Martą i Krzysiem.

Św.Rozalio wstawiaj się za nami.





Świadectwo S.Stellany Laddach o kulcie Św.Rozalii



Od najmłodszych lat moi rodzice przekazali nam tradycję i kult do św.Rozalii.

4 września każdego roku chodziliśmy całą rodziną do kapliczki, gdzie trwały długie modlitwy i spiewy wszystkich parafian trwające do późnych godzin nocnych-23.00.

Dzień odpustu był szczególnym dniem w roku dla całej rodziny i parafian. Kapliczka jest położona w sąsiedztwie mojej rodziny, która się nią opiekuje. Dzień odpust był zawsze okazją do spotkania z rodziną. Pamięć parafian o św.Rozalii jest cały czas, świadczy o tym jak kapliczka jest zadbana. Brakowało nam trochę historii związanych z relikwiami. Cieszę się,że Ks.proboszcz Tadeusz Knut zainteresował się i odnalazł źródło. Pan Jezus pozwolił mi przyjechać akurat na odpoczynek,gdy odbywały się wielkie Uroczystości- 9 września 2007 r. był dla mnie wielkim Dniem Łaski. Dziękuję Panu Bogu za to, że mogłam być razem z moimi parafianami przy przyjęciu relikwii Św.Rozalii. Powierzam dziś szczególnie Jej orędownictwu Ks.Proboszcza, parafię, rodzinę i bliskich memu sercu, moje życie zakonne i moje Siostry Kanoniczki Ducha Świętego. Cieszę się,że kult św.Rozalii się rozszerza, dzięki wspaniałej pracy ks.kanonika Andrzeja Targosza ze Szczecinka.

S.Stellana Laddach-z Wierzchucina.

Obecnie pracuje w Leżajsku





Świadectwo Fundatorów obrazu Św.Rozalii w kościele w Wierzchucinie



Rozalia patronka naszej parafii jest świętą, której przez całe nasze życie składamy swoje prośby, kłopoty, a także radości. Nasza parafia nie posiadała w kościele wizerunku świętej. Gdy nowy proboszcz ks. Tadeusz Knut zamówił trzy obrazy dla naszego kościoła: Miłosierdzia Bożego, Matki Bożej Nieustającej Pomocy oraz św. Rozalii, postanowiłem wraz z żoną, że obraz naszej patronki ufunduje właśnie nasza rodzina.

Dlaczego właśnie ten obraz? Dlatego, bo czułem głęboką potrzebę płynącą z głębi serca.

Jestem bardzo związany ze św. Rozalią, ponieważ mieszkałem w domu, który znajduje się naprzeciw kapliczki z figury świętej.

Pamiętam wspaniałe uroczystości odpustowe ku Jej czci oraz wieczorne pełne modlitwy spotkania wszystkich mieszkańców przy kapliczce, które sprawiały, że czuliśmy się sobie bliżsi, jak jedna wielka rodzina. Były one poprzedzone przygotowaniami poprzez rekolekcje, spowiedź, Mszę Świętą, a także dekorację kapliczki świerkowymi wiankami.

Do przystrojenia kapliczki była zaangażowana moja rodzina i wszyscy sąsiedzi. Mama wraz z sąsiadkami plotły wianki i upiększały je ogrodowymi kwiatami, które przynosili mieszkańcy Wierzchucina.

Teraz, gdy już tam nie mieszkam również włączam się w uroczystości ku czci św. Rozalii z całą moją rodziną, przekazując im wspaniałą historię i kult naszej Patronki.

Jestem przekonany, że to właśnie Ona po śmierci poda rękę nam i zaprosi nas przed oblicze Boga.

Renata i Paweł Goyke





Świadectwo Ks.Mirosława Wensierskiego z Kostkowa o kulcie Św.Rozalii



Z kultem świętej Rozalii w Wierzchucińskiej parafii spotkałem się po raz pierwszy, gdy na zaproszenie tamtejszego proboszcza, ks. Tadeusza Knuta, uczestniczyłem w odpuście parafialnym ku jej czci. Zdumiała mnie przede wszystkim żarliwość modlitwy wiernych zebranych przy kapliczce z figurą Świętej ok. godziny 21. Wraz z kapłanami uczestniczącymi w uroczystościach odpustowych dołączyłem się do modlitwy ludu. Z zebranych promieniował spokój i cicha radość. Miałem wrażenie, że ten kult jest wpisany w miejscową ludność bardzo głęboko od wielu lat. Ten modlitewny wieczór był dla zebranych tam czymś najbardziej naturalnym i oczywistym. Gdy po chwili wspólnej modlitwy zaczęliśmy rozmawiać z wiernymi o tym spotkaniu przy figurze św. Rozalii, modlitwa zdawała się wciąż płynąć w cichości serc. Dzisiaj znów rozmawialiśmy z Duszpasterzem parafii i ojcami prowadzącymi rekolekcje parafialne o charakterze odnowy misji św. o genezie tak silnie ugruntowanego kultu próbując odnaleźć ją w tragicznych wydarzeniach XIX wieku, gdy zaraza dziesiątkowała ludzi którzy ratunek znaleźli dopiero we wstawiennictwie dotąd prawdopodobnie im nieznanej Świętej. Tak, czy inaczej, wierni w Wierzchucinie za wstawiennictwem św. Rozalii czczą Boga i proszą Go w różnych trudnościach o ratunek a niektórzy wprost twierdzą, że Bóg dał im łaskę za wstawiennictwem św. Rozalii. Niech wspomaga nas wstawiennictwo św. Rozalii, gdy nie tylko choroby ciała ale i ducha trapią nas, abyśmy nie upadli na duchu i mężnie zmagali się o wierność Chrystusowi.

ks. Mirosław Wensierski





Pieśń do Św.Rozalii - 25 zwrotek



PRZEZACNA KSIĘŻNA -ŚW.ROZALIA

1. Przezacna księżna dziewico, Rozalio Pustelnico,
Ze krwi Karola Wielkiego cesarza chrześcijańskiego

2. Pogardziła dostatkami: dworem, państwem, pieszczotami,
Na pustynię się udała, mieszkaniem Jej była skała.

3 Tam Jej z Chrystusem zabawa, krynica, z ziółka potrawa,
Towarzystwo z Aniołami, niebieskimi dworzanami

4. Tamże z Chrystusem zasnęła, tam Jej pogrzeb, tam mogiła,
Snać rękami anielskimi, gdyż nie mogło być ludzkimi.

5. Zatajona przez czas długi, trafunkiem boskiego sługi,
Gdy się nabożnie przechodzi, wnet na to miejsce nadchodzi

6. Oznajmij się Panno święta, której dusza w niebo wzięta,
Tu moje ciało złożone, Rozalii tak rzeczone.

7. Przeniesiono święte ciało uczciwie jak należało,
Do kościoła stołecznego Panorsu miasta zacnego.

8. Tam odnieśli swe pociechy, gdy Pan Bóg karał za grzechy,
Plagą srogą śmiertelności, według swej sprawiedliwości.

9. Jest w Krakowie cząstka znaczna, kości Jej święte przezacne,
W kościele świętej Barbary, o jak są wielkie Jej dary.

10. Piętnaście lat już minęło, gdy się już było zaczęło,
Powietrze, lecz prędko zgasło, gdy łudzi z prośbą naszło.

11. Rozalio Pustelnico, Chrystusowa Oblubienico,
Do Ciebie się uciekamy, ratunku Twego żądamy.

12. Ratowałaś Sycylię, ratuj także Polonię,
Od powietrza morowego i przypadku gwałtownego.

13. Oto powietrze morduje, niejeden w zdrowiu szwankuje,
Pożera śmierć nieugięta i słowa się nie dopyta.

14. Miasteczka i wsie okopują, drzewem i strażą wartują,
Nie przystępuj wiara Tobie, niebezpieczno o tej dobie.

15. Palą chałupy, strzelają, zarażonych wyłączają,
W polach, w budach ich zabawa, niewczas, zimno, szczupła strawa.

16. Jeden się drugiego chroni, daleko od niego stroni,
Nawet kochany przyjaciel w takim razie nieprzyjaciel.

17. Chodzą po zapłociu krzyczą, a prawie co gardła ryczą,
Wnieć podaj sztuczkę chleba, będziesz miał zapłatę z nieba.

18. Strachem wielkim nastrożeni, głodem i nędzą ściśnieni,
Jako bydło umierają, w polach, w lasach się tułają.

19. Snać i pogrzebu nie mają, ciała zwierza pożerają,
Alboli też osękami ciągną w dół także żerdziami.

20. Jakie serce przyjaciele pobożnych obywateli,
Patrząc na takie szarpanie ciała, członków rozrywanie.

21. A choć ciało na to przyjdzie, o duszę strach wieczny idzie,
Bo bez świętych sakramentów schodzą wielu tych momentów.

22. Spowiedzi napominają, kto by czynił oznaczają,
Na oną drogę daleką nie masz kto by żegnał ręką.

23. Ani świecy ni pasyi, ani żadnej aspersyi,
Chryste Jezu racz być z nami, by nie bylim potępieni.

24. Przyczyna Panny Maryi, także świętej Rozalii,
Niech nas od powietrza broni, od gniewu Twego zasłoni.

25. Amen z płaczem rzeczmy wszyscy, pomarli sąsiedzi, bliscy,
Aby się w niebo dostali, z Bogiem wiecznie królowali.

Świadectwo Krystyny i Stefana Grzybowskich o pielgrzymowaniu do Św.Razalii w Szczecinku



Pielgrzymowanie do Świętej Rozalii w Szczecinku!

Kult Św.Rozalii w Wierzchucinie trwa od 1865 r. kiedy to panowała epidemia choroby cholera i mieszkańcy szukając pomocy wybrali za patronkę Św.Rozalię, zwracając się do Niej z prośbami o wstawiennictwo u Boga.

Zaraza ustała a jako wotum wdzięczności pobudowano kapliczkę ku czci Św.Rozalii. Zawsze przed odpustem Św.Rozalii 4 września po dzień dzisiejszy odbywają się trzy dniowe rekolekcje prowadzone przez Ojców Redemptorystów ze Szczecinka.

W 2003 r.Ojciec Redemptorysta wspominał, że w Szczecinku jest także parafia pw.Św.Rozalii i zachęcał do kupna książeczek pt.Nabożeństwa do Św.Rozalii opracowana przez ks.Mariusza Kuropatnickiego została wydana przez parafię Św.Rozalii w Szczecinku w 2002 r. i zawiera: Żywot Św.Rozalii, nowennę, modlitwy, pieśni a także porządek nabożeństw i Mszy św. w parafii.

Zapragnęliśmy zobaczyć i zwiedzić kościół Św.Rozalii w Szczecinku i w dniu 17.10.2006 r. pojechaliśmy w odwiedziny do S.Janiny Immakulaty Adamskiej OCD, karmelitanki bosej od Ducha Św. w Bornem Sulinowie. Przejeżdżając przez miasto Szczecinek poszukiwaliśmy kościoła Św.Rozalii. Kościół ten znajduje się na zachodnich obrzeżach Szczecinka na ul.Kościuszki 91.To nowoczesny kościół zbudowany na zewnątrz z czerwonej cegły. Plac kościelny wyłożony polnym kamieniem, wokół kościoła Droga Krzyżowa i piękna grota z kamieni a w środku figura Św.Rozalii. Pomodliliśmy się tam dziękując oraz prosząc o potrzebne łaski dla nas i najbliższych oraz opiekę na dalszą szczęśliwą podróż. Swoje wrażenia opowiedzieliśmy naszemu Ks. proboszczowi Tadeuszowi Knut.

W dniu 9.09.2007 r. Ks. kanonik Andrzej Targosz, proboszcz parafii Św.Rozalii w Szczecinku przekazał dla naszej parafii relikwie Św.Rozalii z Palermo. Uczestniczyliśmy w tej Uroczystości całując relikwie Św.Rozalii prosząc by Bóg wzmocnił naszą wiarę a Jej Świętość niech pomoże nam na naszej drodze do Świętości.

Jesteśmy wdzięczni Ks.Kanonikowi Andrzejowi Targoszowi oraz jego parafianom za relikwie Św.Rozalii a Ojcom Redemptorystom za prowadzenie w naszej parafii rekolekcji oraz Misji Św. i sianie ziarna Słowa Bożego.

Krystyna i Stefan Grzybowscy Czciciele Św.Rozalii z Wierzchucina





Lekiem jest modlitwa przez wstawiennictwo Patronki Parafii Św.Rozalii-świadectwo Marzeny Skrzypkowskiej



Lekiemjest modlitwa do patronki naszej parafii św. Rozalii.

28 stycznia 1994 roku, zostałam zawieziona do szpitala w Wejherowie na oddział neurologii, ponieważ czułam, że coś złego dzieje się z moim zdrowiem. Jako dziecko byłam zdrowa mogłam biegać, skakać nic nie sprawiało mi trudności. Jednak po badaniach, jakie przeprowadzili lekarze na izbie przyjęć, wstępnie określili, że podejrzewają u mnie dystrofię mięśniową ( postępujący zanik mięśni obręczowo kończynowych). W wejherowskim szpitalu spędziłam tydzień na oddziale neurologii. Potem zostałam skierowana na specjalistyczne badanie mięśni do Gdańska. Diagnoza, którą postawił tamtejszy lekarz, potwierdziła diagnozę lekarzy z Wejherowa. Gdy lekarz wyszedł z gabinetu, w którym mnie badał, rozpłakałam się, jego słowa zabrzmiały jak wyrok, był to dla mnie ogromny cios. Tego dnia nie zapomnę do końca życia, miałam przecież dopiero 20 lat. To był koszmar dla nas wszystkich, rodzina bardzo mi współczuła, ponieważ lekarze twierdzili, że już niedługo będę poruszać się na wózku. Od tamtej pory minęło 13 lat, a ja dziękuję Bogu za to, że mam siły chodzić sama. Dużym wsparciem i modlitwą o jak najdłuższe zdrowie pomaga mi najbliższa rodzina, to dzięki mocnej wierze, że można tak żyć pogodziłam się z chorobą. Teraz umiem dostrzec to, czego przedtem nie widziałam, od zawsze byłam osobą wierzącą tyle, że teraz jeszcze bardziej. Mimo, że na moją chorobę nie znaleziono leku nie załamałam się. Lekiem jest modlitwa do patronki naszej parafii św. Rozalii, która Bogu poświęciła swoje życie. Poprzez modlitwę proszę Boga, aby za wstawiennictwem św. Rozalii dał mi siłę w walce z chorobą. Mimo mojej niepełnosprawności cieszę się z każdego dnia, nie tylko, kiedy słyszę z ust bliskich mi osób słowa pokrzepienia, ale to jest Łaską, że to ja jeszcze potrafię pocieszyć i podtrzymać na duchu innych, gdy spotyka ich nieszczęście. Wiem, że są ludzie, którzy mnie podziwiają, bo sami nie daliby rady żyć z tą chorobą. Ja nie próbuję, a nawet nie chce jej pokonać, bo wierzę, że Bóg pokieruje moim życiem a przez wstawiennictwo św. Rozalii wyprosi potrzebne łaski na dalsze dni mojego życia.

 

   Marzena Skrzypkowska z Wierzchucina

Wierzchucino, 9.12.2007 r.


Powyższy artykuł ukazał się drukiem w:

POSŁANIEC nr 88/2007/2008,s.16.

APOSTOLSTWO CHORCH nr 3/2008,s.26-27.


Podopieczni Świętej Rozalii z Palermo



Śledząc prasę katolicką w mojej parafii, tę wydawaną przez Kurię Biskupią w Pelplinie, jak i inną, która dociera do nas ze Szczecinka, zauważam od pewnego czasu zdecydowane działania na rzecz przypomnienia osoby św. Rozalii, jej życia i decyzji, które pozwoliły Kościołowi obwołać Ją Świętą. Poza zwyczajowym, najczęściej przy okazji odpustu, przypomnieniu Świętej, coraz częściej i w różnoraki sposób podaje się wiedzę o pomocy św. Rozalii  w przeszłości, o Jej wstawiennictwie w czasie, kiedy trudno było o nadzieję i radę. W parafii p.w. NSPJ i Św. Rozalii w Wierzchucinie takim fatum, w którym św. Rozalia okazała się ratunkiem była zaraza  cholery, panująca w II połowie XIX wieku.

Wspólne działania Proboszczów z Wierzchucina i Szczecinka owocują poszukiwaniem śladów kultu św. Rozalii na terenie nie tylko ich parafii, ale także wielu ościennych (np. w Łebczu na Pomorzu) oraz położonych w głębi Polski. Efekty tych poszukiwań wskazują, że Jej kult jest nie tylko sprawą pojedynczych parafii i czasu przeszłego. Z satysfakcją i radością postrzegamy ufne posługiwanie się wiernych  Jej wstawiennictwem także dzisiaj.  Dzięki wielu publikacjom, w tym książkowym, szerzej znany staje się nie tylko sam kult Świętej, ale także przeróżne jego formy.

W wierzchucińskiej parafii do obowiązkowych elementów odpustowych 4 września każdego roku należą wieczorne modlitwy i śpiewy przy kapliczce św. Rozalii położonej, jakżeby inaczej, przy ulicy Św. Rozalii. Od kilku lat to spotkanie modlitewne przybiera coraz bardziej uroczystą formę, choćby przez obecność i udział orkiestry dętej Ochotniczej Straży Pożarnej w Wierzchucinie. Treść pieśni ku czci św. Rozalii jest prostym przypomnieniem Jej osoby, świętości i wstawiennictwa, którym obdarzyła mieszkańców Wierzchucina i okolic bezradnych wobec morowego powietrza.

Wspomniane wyżej publikacje powodują, że mieszkańcy różnych parafii, często oddalonych od siebie o setki kilometrów, chociaż nieznani, stają się sobie bliżsi. Jest to pewnie spowodowane świadomością posiłkowania się wspólną orędowniczką, właśnie św. Rozalią. Mamy u góry; kogoś szczególnie swojego. Kogoś, kto już nieraz się sprawdził.

Parafie stają się sobie bliższe poprzez wspólny, szczególny kult. Nasuwa się tu analogia do polskich miast i gmin mających swoich partnerów w Polsce i innych krajach Europy. Być może zrodzi się w przyszłości partnerstwo parafii, spotkania, komunikacja wiernych zjednoczonych wspólną Patronką?! Już dzisiaj łączy je jedność w dążeniu do Chrystusa, poprzez opiekę św. Rozalii. Mieszkamy w różnych regionach Polski, ale przecież borykamy się z tymi samymi problemami życia codziennego. Pewnie nadajemy bardzo podobne intencje naszym modlitwom i prosimy o ochronę przed tymi samymi nieszczęściami… Wniosek? Jesteśmy jedną wielką parafią. Jedną wielką rodziną.

            Dzieląc się refleksjami na temat materiałów traktujących o kulcie św. Rozalii
w parafiach szczecineckiej i wierzchucińskiej nie można nie pisać o pięknych świadectwach opieki i wstawiennictwa św. Rozalii. Na uznanie zasługuje też wiara i ufność jaką przez wiernych obdarzana jest Patronka. Wzruszające są relacje Państwa Reszka i młodej dziewczyny pokonującej trudy przewlekłej choroby. Sprawozdania z pomocy i otuchy, jaką otrzymali modląc się do św. Rozalii. Ich relacje są piękną lekcją wiary, doskonałą homilią napisaną przez życie.

Słyszymy czasami, że coś jest niemożliwe, że cudów nie ma. A jednak cuda są. Dookoła nas. W każdej parafii.Żeby je zobaczyć, trzeba otworzyć oczy i uszy, a przede wszystkim serce. To tak jak z pytającym Pana Boga o to, co ma zrobić, by wygrać w Totka. Ty kup los, ty zagraj człowieku!  By cuda się zdarzały, trzeba wierzyć. Żeby je zobaczyć trzeba chcieć.

Dariusz Laddach